Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
53 posty 296 komentarzy

skangurzały goj z Radomska

Jerzy.63 - Jestem głupi, głupszy ode mnie był tylko Sokrates, ten to już nic nie wiedział, frajer jeden. Jeszcze się tym chwalił, idiota! Tedy za niewinność zainkasował wyrok śmierci. Śmierć frajerom!!!

Jerzy Lubomirski czasów współczesnych?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dawno temu, bo w zamierzchłej epoce przedsmoleńskiej w 2009 roku Dariusz Gawin powiedział:

 

Dawno temu, bo w zamierzchłej epoce przedsmoleńskiej w 2009 roku Dariusz Gawin powiedział:

 

Z tym że wydarzenia ostatnich kilku lat ukazały także ciemną stronę polskiego republikanizmu. W pewnym momencie wszedł on w ostre zwarcie z ideą podmiotowości. Śmiertelna wojna pomiędzy PO a PiS-em przypominała konflikt rokoszan z konfederatami w XVII wieku. Było to starcie równie straszliwe i wyniszczające, i tak jak wtedy wygrali rokoszanie. I ponownie zwyciężyli dlatego, że najbardziej nośnym hasłem znowu okazało się

przestrzeganie przed zagrożeniem absolutum dominium. Mówiąc żartem: Jarosław Kaczyński został przedstawiony jak Jan Kazimierz, który chce wprowadzić elekcję vivente rege. Wtedy skończyło się to zatrzymaniem jakichkolwiek reform, rokoszem Lubomirskiego, bitwą pod Mątwami, i wszystko szlag trafił.

 

Nieco później, bloger nikander napisał:

 

zaciąg na kolejną rekonstrukcję bitwy po Mątwami wkrótce ogłoszą. Rolę Jana II Kazimierza ma Tusk imaginować, a do pozy Jerzego Sebastiana Lubomirskiego imć Kaczyński się przymierza. Wici po kraju krążą, po knajpach żołdaków zbierają.

 

Jak widać, 2 różnych ludzi ma kompletnie inny obraz wojny polsko-polskiej. Dla pierwszego Kaczyński jest reformatorem (po Smoleńsku zmieni zdanie) a Tusk „reakcjonistą”, dla drugiego obaj są siebie warci, ale role w tej historycznej analogii – odwrócone, Kaczyński jest Lubomirskim a Tusk Janem Kazimierzem.

 

W powszechnej opinii utrwaliła się opinia, że to Jan Kazimierz był reformatorem („Europejczykiem”, „Tuskiem”) a Lubomirski warchołem, reakcjonistą, populistą („Kaczyńskim”) wykorzystującym tanie, patriotyczne hasła celem zmobilizowania narodu (wówczas uzbrojonego) przeciw królowi-reformatorowi.

 

Nie oszczędził również Lubomirskiego Henryk Sienkiewicz w „Potopie” pisząc:

 

Gdzie tylko Jerzy Lubomirski nie zdołał zająć najwybitniejszego miejsca, gdzie mógł tylko dzielić się z innymi sławą i zasługą, tam rozdrażniona jego duma gotowa była położyć się w poprzek i popsuć, złamać wszelkie zabiegi, choćby o zbawienie ojczyzny chodziło.

Był to wódz szczęśliwy i biegły, ale i pod tym względem przewyższali go inni niezmiernie, a w ogóle zdolności jego, lubo niepospolite, nie szły w parze z ambicją i chęcią znaczenia. Stąd wieczny niepokój wrzał w jego duszy, stąd wyrodziła się podejrzliwość, zazdrość, które później doprowadziły go do tego, że dla Rzeczypospolitej stał się nawet od strasznego Janusza Radziwiłła zgubniejszym. Czarny duch, który mieszkał w Januszu, był zarazem i wielki, nie cofał się przed nikim i przed niczym; Janusz pragnął korony i świadomie szedł do niej przez groby i ruinę ojczyzny. Lubomirski byłby ją przyjął, gdyby ręce szlacheckie włożyły mu ją na głowę, ale mniejszą duszę mając, jasno i wyraźnie jej pożądać nie śmiał. Radziwiłł był jednym z takich mężów, których niepowodzenie do rzędów zbrodniarzy strąca, powodzenie do rzędu półbogów wynosi; Lubomirski był to wielki warchoł, który prace dla zbawienia ojczyzny, w imię swej podrażnionej pychy, popsuć był zawsze gotów, nic w zamian zbudować, nawet siebie wynieść nie śmiał, nie umiał; Radziwiłł zmarł winniejszym, Lubomirski szkodliwszym.


 

Z kolei Rafał Ziemkiewicz w „Czasie wrzeszczących staruszków” pisanym również w epoce przedsmoleńskiej, ale po utracie władzy przez PiS doszedł do wniosku, że Kaczyński ze względu na przedłużający się okres bycia w opozycji po 1992 roku nasiąkł żółcią i urażona ambicja, a także zaatakowane „podstawy godnościowe” uczyniły zeń człowieka zgorzkniałego, niezdolnego do tworzenia skutecznej i pożytecznej polityki. Nie da się ukryć, że taka sama przygoda przytrafiła się i Jerzemu Lubomirskiemu: w roku 1664 roku został oskarżony o próbę wywołania buntu w wojsku, skazany, pozbawiony „czci i urzędów” i udał się na wygnanie do Wrocławia. Cóż takiego zrobił Lubomirski. Ano postawił się stronnictwu francuskiemu („europejczykom”) i ich próbom przeforsowania elekcji vivente rege („za życia króla”) czyli „modernizacji”. Pomysł ten narodził się w głowie królowej Ludwiki Marii, małżonki Jana Kazimierza, bezdzietnej, mającej ambicje posadzić na tronie jedną ze swych bliskich kuzynek po wydaniu jej za mąż za księcia Kondeusza lub jego syna. Próbę wprzęgnięcia Polski w antyhabsuburski sojusz trudno jednoznacznie oceniać, notka jest zbyt krótka na to. Jedno trzeba z całą pewnością napisać – Ludwika Maria w pierwszym rzędzie liczyła się z własnymi ambicjami, w drugim z interesem Francji („Unii Europejskiej”) a najmniej z interesem Polski. Były to ambicje poronione, bo królowej zachciało się zdobycie Moskwy i także postawienie na rosyjskim tronie tego samego kandydata (Kondeusza lub jego syna, szczegółów nie pamiętam). W tym celu wyprawiła „na Moskwę” swego małżonka – Jana Kazimierza. Za to „za karę” pozostawiła w domu najlepszego ówczesnego żołnierza – Jerzego Lubomirskiego. Efekt z góry wiadomy. Jego Królewska Mość musiał się z moskiewskiej wyprawy się ewakuować. „Pan na Wiśniczu, Łańcucie i Jarosławiu” kornie się podporządkował, licząc, że da się jeszcze porozumieć z obozem królewskim. Mylił się, tak jak kiedyś mylił się Jarosław Kaczyński, licząc, że UD go posłucha. Nie, Michnik („Mikołaj Prażmowski”), Geremek & Co wiedzieli lepiej.


 

Jan Kazimierz nie miał najmniejszych kwalifikacji na Naczelnego Wodza. W ogóle nie miał kwalifikacji do roli, której powierzył mu Naród. Jedyne, w czym był dobry to rozdawanie urzędów tak, by jednego cwaniaka napuścić na drugiego i samemu w tym wszystkim wyciągnąć jak najwięcej władzy. Trzeba przyznać, że ten sposób sprawowania władzy bardzo przypomina styl rządów Donalda Tuska. Dlatego hetmanem wielkim koronnym uczynił Stanisława Rewerę-Potockiego, bo był mierny i stary w nadziei, że szybko umrze a on sam znajdzie na to stanowisko uległą miernotę. Jak na złość Rewera żył długo. Taki człowiek strasznie nie lubi ludzi większego formatu, dla których polityka jest czymś więcej niż grą personalną. Zaszczytu hetmana polnego koronnego nie mógł mu odmówić, ale patrzył nań podejrzliwie od samego początku. Akceptował tylko takie miejsce w szeregu władzy dla Lubomirskiego, jakie on mu wyznaczył. I ktoś taki przeszedł do historii jako niefortunny reformator!

Lubomirski początkowo zaakceptował plan elekcji vivente rege (w roku 1659, składając swój podpis). Pragnął jednak, by stało się to z poszanowaniem istniejącego prawa. Tymczasem francuscy intryganci doświadczeni w dawaniu łapówek polskim magnatom nie przewidzieli, że nie każdego magnata da się przekupić i że jednak Rzeczpospolita ma jakieś własne tradycje poszanowania prawa i nie można prawa w dowolny sposób łamać, bo wywoła to bunt uzbrojonego po potopie narodu. Przygotowano plany elekcji tak, jakby już tylko chodziło o podpisanie pacta conventa i nowy król może przejmować swe obowiązki. To było zbyt prymitywne zagranie. Król ogłosił plany elekcji vivente rege w roku 1661 na Wawelu, publicznie. Oczywiście, spotkało się to z bardzo chłodnym przyjęciem a wśród podpisujących się zabrakło tym razem podpisu Lubomirskiego. Dla obozu królewskiego stał się od razu zdrajcą. Ale przecież nie zdradził państwa, przeciwnie stanął na straży jego praw. Zmiana planów wobec koterii królewskiej, spowodowana szczegółami „kontraktu” jest zdradą stanu? Zdrady stanu dopuścił się Jan Kazimierz, ustawiając się w roli pachołka króla francuskiego. Król polski nie miał uprawnień, by decydować o tak poważnej zmianie ustroju państwowego bez wiedzy i zgody parlamentu.

 

No i gdzie jest ta „reforma”? W dziele „reformy” pomyślano o tym by na tronie posadzić Francuza, nie zmieniając ani uprawnień władzy królewskiej, ani liberum veto, które paraliżowało działalność parlamentu. Niby jakim sposobem takie państwo miałoby być lepiej rządzone niż dotychczas?

 

Ale bądźmy sprawiedliwi. Takiego planu nie miał i Jerzy Sebastian Lubomirski. Tak długo korzył się przed królewska parą (udecją, salonem), jak długo nie zrozumiał, że z nimi porozumienia nie ma. Był jednym z magnatów, zapewne najbardziej utalentowanym spośród ówcześnie żyjących. W rozgrywkach wewnątrz tego obozu widział swe szanse. Był głuchy na wszelkie „ruchy oddolne”. A było ich niemało w uzbrojonej po potopie i niezadowolonej z obecnej sytuacji Polsce. Jednym z nich był tzw. ruch republikański, postulujący wprowadzenie kadencyjności urzędów (w tym hetmańskiego). Nigdy się z takim ruchem nie utożsamiał, choć wielu z nich („moherów”) stanie po jego stronie w późniejszym rokoszu. W tym czasie zbliżył się do Maksymiliana Fredry, tego, który usankcjonował liberum veto. Jego początkowe intuicje były słuszne, ale odtrącony przez obóz królewski i magnacki zgorzkniał i zgłupiał, nie potrafiąc zaproponować krajowi nic, co by wyrwało z powolnego gnuśnienia.

 

Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że na fali owego ruchu republikańskiego wyniesiony zostanie na tron już za kilka lat Michał Korybut Wiśniowiecki, kierowany przez prymasa Olszowskiego. Tak, nikandrze, nie wszyscy polscy prymasi byli watykańskimi agentami. Przedwczesna śmierć króla i zadziwiająca żywotność kładącego królowi pod nogi stronnictwa francuskiego z Janem Sobieskim na czele pogrzebała te próby reform.

 

W roku 1664 postawiono go przed sądem, który był jawną kpiną z prawa. Właśnie dzięki liberum veto, „reformator”, Jan Kazimierz mógł pozrywać wszystkie sejmiki, które opowiedziały się za Lubomirskim. O pieniądze na łapówki postarała się królowa, zdobywając je od Ludwika XIV. Robotę w szczegółach spartolono, powinni być posłowie z co najmniej ośmiu ziem a byli z siedmiu. Ten oczywisty fakt zignorowano, sąd nie powinien dojść do skutku. Lubomirskiego skazano na wygnanie, utratę czci i urzędów, zaocznie. Przed sądem się nie pojawił i udał się do Wrocławia, by stamtąd już na poważnie zając się przygotowaniami do rokoszu. Poprzedziła je fala wzajemnych propagandowych oskarżeń („obłędów stronniczych”), gdzie obie strony wytaczały przeciw sobie najcięższe propagandowe działa. Królowa założyła pismo „Merkuriusz Polski” („Gazetę Wyborczą”), gdzie wyśmiewano się z Lubomirskiego na całego i wychwalano wszystko, co francuskie („standardy europejskie”). Szybko odbudowująca się po potopie Warszawa (w przeciwieństwie do prowincji) miała z czego rechotać.

 

Rokosz był pasmem zwycięstw militarnych Lubomirskiego: dwukrotnie upokorzył króla na polu bitwy, pod Częstochową (1665) i pod Mątwami (1666) i oba te zwycięstwa zaprzepaścił. Czytaj: dwukrotnie doszedł do władzy: w 1991 roku (rząd Olszewskiego) i w 2005. I w obu przypadkach długo nie porządził, nie osiągając zamierzonych celów.

 

Po bitwie pod Częstochową pojmani dowódcy wojsk królewskich zamiast stryczka ujrzeli suto zastawiony stół a na pożegnanie dostali konie co by mogli godnie wrócić do domów. Po czym zawarto ustną ugodę polczyńską, gdzie król zobowiązywał się do wyrzeczenia się planów elekcji vivente rege i przywrócenia do łask Lubomirskiego. Oczywiście olał to ustne zobowiązanie, zadowolony, że wyrolował „Kaczora”.

 

Nie dziwota więc, że rok później doszło do bitwy pod Mątwami, gdzie król znowu dostał kość, ale tym razem rozwścieczone lekceważącym traktowaniem mohery Lubomirskiego wyrżnęły kilka tysięcy żołnierzy wojsk królewskich. Król doszedł do wniosku, że przed moherami to musi skapitulować, ale na Lubomirskim to się wyżył. I tak: zgodził się na wszystkie warunki moherów: żadnych reform („reform”?), żadnej elekcji vivente rege, ale Lubomirski ma się udać na wygnanie, tyle że zostanie przywrócony do czci, co w praktyce nic nie znaczyło. Wojsko się zdemobilizowało. Wódz został bez armii i musiał przyjąć upokarzające warunki.

 

Ale niestrudzona Ludwika Maria jeszcze się nie poddała, jeszcze uważała, że Szreniawita jest w grze. Skończyło się na nieudanej próbie jego otrucia. Kilka miesięcy później Lubomirski zmarł na wygnaniu we Wrocławiu, następne kilka miesięcy później zmarła Ludwika Maria. Król zaczął się szykować do abdykacji. Stronnictwo francuskie zostało na chwilę pokonane. Ale król nie na darmo mu się latami wysługiwał.Po abdykacji udał się do Francji, gdzie dostał dochodowe opactwo   Saint-Germain-des-Prés. Czyli lukratywną posadę „w strukturach Unii”. Przy okazji zrabował znaczną część skarbca królewskiego z relikwią drzewa świętego.

Ocena rządów Jana Kazimierza („Donalda Tuska”) jest raczej jednoznaczna. Jeśli chodzi o Lubomirskiego („Kaczyńskiego”) to skupiają się w jego osobie wszystkie wady i zalety Polaka. Kto wie, czy nie najlepiej ocenił go szkocki żołnierz, Patrick Gordon, onego czasu na służbie u Lubomirskiego, że był to mąż cnotliwy i cnotę ceniący, ale zły praktyk. I czy takim nie jest Jarosław Kaczyński?

Pytanie to jest tyle aktualne, że Jarosław Kaczyński staje znów przed szansą objęcia władzy. Jeśli zatem miał rację Ziemkiewicz, pisząc, że Kaczyński jest człowiekiem zgorzkniałym w 2008 roku to musi być podwójnie zgorzkniałym po tragedii smoleńskiej. Przecież to wydarzenie i poprzedzający je klimat były wyjątkowo dlań upokarzające. Faktem jest, że już pod koniec kwietnia 2010 popełnia pierwszy błąd, decydując się na udział w wyborach prezydenckich. I czy wreszcie otaczający go doradcy (Rybiński, Mech, Pelc) mają więcej rozumu niż Maksymilian Fredro? Ryszard Legutko, zapewne – tak, ale czy to wystarczy?

 

W żadnym wypadku nie można porównać Tuska do „rokoszan”, tu Dariusz Gawin się myli. Analogia nikandra jest bardziej trafna, ale zawiera jeden błąd: oni są siebie warci. To nieprawda, to byli (Jan Kazimierz – Jerzy Lubomirski) lub są (Donald Tusk – Jarosław Kaczyński) ludzie różnego formatu i wszelkie próby stawiania ich na jednej płaszczyźnie są nieuczciwe. Zarówno Lubomirskiemu jak i Kaczyńskiemu o coś poza własna korzyścią chodziło. Tuskowi i Janowi Kazimierzowi nie chodzi o nic poza własnym wygodnym fotelem.

Ocena rządów Jana Kazimierza („Donalda Tuska”) jest raczej jednoznaczna. Jeśli chodzi o Lubomirskiego („Kaczyńskiego”) to skupiają się w jego osobie wszystkie wady i zalety Polaka. Kto wie, czy nie najlepiej ocenił go szkocki żołnierz, Patrick Gordon, onego czasu na służbie u Lubomirskiego, że był to mąż cnotliwy i cnotę ceniący, ale zły praktyk. I czy takim nie jest Jarosław Kaczyński?

Pytanie to jest tyle aktualne, że Jarosław Kaczyński staje znów przed szansą objęcia władzy. Jeśli zatem miał rację Ziemkiewicz, pisząc, że Kaczyński jest człowiekiem zgorzkniałym w 2008 roku to musi być podwójnie zgorzkniałym po tragedii smoleńskiej. Przecież to wydarzenie i poprzedzający je klimat były wyjątkowo dlań upokarzające. Faktem jest, że już pod koniec kwietnia 2010 popełnia pierwszy błąd, decydując się na udział w wyborach prezydenckich. I czy wreszcie otaczający go doradcy (Rybiński, Mech, Pelc) mają więcej rozumu niż Maksymilian Fredro? Ryszard Legutko, zapewne – tak, ale czy to wystarczy?

 

W żadnym wypadku nie można porównać Tuska do „rokoszan”, tu Dariusz Gawin się myli. Analogia nikandra jest bardziej trafna, ale zawiera jeden błąd: oni są siebie warci. To nieprawda, to byli (Jan Kazimierz – Jerzy Lubomirski) lub są (Donald Tusk – Jarosław Kaczyński) ludzie różnego formatu i wszelkie próby stawiania ich na jednej płaszczyźnie są nieuczciwe. Zarówno Lubomirskiemu jak i Kaczyńskiemu o coś poza własna korzyścią chodziło. Tuskowi i Janowi Kazimierzowi nie chodzi o nic poza własnym wygodnym fotelem. 

KOMENTARZE

  • @Jerzy.63
    Warto jednak podkreślić, że Jana Kazimierza wyniosło do władzy stronnictwo starokatolickie. Był to człowiek mierny, pozbawiony wszelkich talentów wiec posadę kardynała dla niego uszykowano. Nie odebrał więc wykształcenia, które dawałoby mu królewski fach. Jego kardynalski epizod w życiu zaowocował słynną koronacją jednej żydówki na królową Polski. Kościół uzyskał co chciał jednak przeciwnie Polski to nie uratowało a wręcz przeciwnie. Dała pretekst późniejszym ruchom hajdamackim. Lubomirski był zdecydowanym przeciwnikiem stronnictwa starokatolickiego i w ten sposób łatwo mu było rokosze czynić. Jednak bitwa pod Mątwami powinna nas czegoś nauczyć. Wycięcie w pień chorągwi Czenieckiego było lekką przesadą. Ale takie to wtedy były czasy: wzniosłe w swej wzniosłości i podłe w swej podłości.
  • autor
    Ciekawe porównania. Trochę zawieszone "w próżni czasu", bo należałoby przeanalizować powody dojścia do "potopu" w czym Jan Kazimierz miał swój udział.
    Do tego całą dynastię Wazów, a wcześniej rolę Zamoyskiego.
    Dopiero wtedy można dać lepsze światło na sytuację związaną z rokoszem Lubomirskiego i porównaniami do obecnej sytuacji.

    Tusk to rzeczywiście postać nieco zbliżona do Jana Kazimierza.
    Ale Kaczyński? Ni pies, ni wydra...

    Kończąc. Z tego "chleba nie będzie" - żadna z opcji nie daje perspektyw na przyszłość.
    Jedyną możliwością jest odbudowa Rzeczypospolitej na bazie tego, co robiono w XV w.
    A Kościół winien powrócić do Ewangelii.
    Tlko takie ujęcie pozwoli na budowę przyszłości.
  • @autor
    //Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że na fali owego ruchu republikańskiego wyniesiony zostanie na tron już za kilka lat Michał Korybut Wiśniowiecki, kierowany przez prymasa Olszowskiego. Tak, nikandrze, nie wszyscy polscy prymasi byli watykańskimi agentami. Przedwczesna śmierć króla i zadziwiająca żywotność kładącego królowi pod nogi stronnictwa francuskiego z Janem Sobieskim na czele pogrzebała te próby reform.//

    Założenie jest takie, że idea republikanska to była ta słuszna?
    Jeśli tak, to i inne przyporządkowania, są błędne, więc i cała narracja.
  • @jerzy.63
    Znakomity tekst. Tak powinno się uczyć historii.
    Co do samych analogii, to trudno mi porównać postacie (za słabo znam historię), ale punktem wyjścia powinno być porównanie sytuacji (a nie postaci).
    A ta jest chyba znacząco odmienna. Co by nie mówić o warcholstwie końca I RP, to jednak największe zagrożenia przyszły z zewnątrz. Zarówno militarne, jak i polityczne, a przede wszystkim - cywilizacyjne.
    Teraz największe zagrożenia mają wewnętrzny charakter. Tak jak wówczas trwa szybkie przeobrażanie świata. Ale wtedy byliśmy z boku z przyczyn obiektywnych. Teraz brak światłych elit.
    W obecnej sytuacji tylko maksymalny wysiłek dla maksymalnego wykorzystania posiadanych aktywów może dać sukces. Jednym z najpoważniejszych aktywów jakie posiadaliśmy, były katolickie, tradycyjne rodziny. Resztki jeszcze da się uratować. Dlatego atakowanie KK to szkodnictwo najgorszego rodzaju - niezależnie od tego jak bardzo różnym "nikanderom" wydaje się to słuszne.
  • Błyskotliwe
    Kontrowersyjne, ale błyskotliwe.
  • @nikander 08:48:43
    Warto zwrócić uwagę na słowa Lubomirskiego wypowiedziane do jakiegoś posła brandenburskiego jeszcze przed kryzysem i rokoszem a cytowane przez Tadeusza Korzona w "Doli i niedoli Jana Sobieskiego", gdzie szczegółowo opisał rokosz. Otóż Lubomirski nie wyobrażał sobie na tronie nikogo innego jak osoby z rodu panującego lub co najmniej księcia krwi. Wyniesienie na tron szlachcica lub magnata nie mieściło mu się w pale. W efekcie, mimo panującej w Polsce zasady wolnej elekcji wytworzyła się zasada "dynastii elekcyjnej", w zasadzie już w czasach Jagiellonów. To zawężało krąg kandydatów. Jan Kazimierz był tedy "naturalnym" kandydatem do korony. Ta sytuacja ulegnie zmianie szybko, ale nie w roku 1648, gdy wybierano Jana Kazimierza. Nie sądzę więc by spory między starokatolikami a katolikami miały tu zasadnicze znaczenie.
    Co do bitwy pod Mątwami to opinia Korzona była dla mnie zaskakująca: uznał on, że gdyby rozegrano ją w średniowieczu uznano by ją za "bicz boży" na rozpasane stronnictwo francuskie, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że król wygra. Lubomirski nie ponosi bezpośredniej odpowiedzialności za rzeź, bo go w miejscu bitwy nie było. Wojska królewskie wyłoniły się z mątewskiej mgły, nie wiedząc, że nadziewają się na rokoszan. Nie uważam więc by stosunek do starokatolików miał jakieś znaczenie dla rozpoczęcia rokoszu. Była nią sponiewierana i urażona duma człowieka, który w niczym nie zawinił a został postawiony przed sądem. Pytanie brzmi: co chciał osiągnąć dla kraju przez swoje zwycięstwo?
  • @circonstance 11:57:52
    Pani wybaczy, nie nadążam za Panią, przepraszam. Po prostu nie rozumiem o co Pani chodzi.
  • @Jerzy Wawro 12:11:19
    Cóż, każda analogia może być zwodnicza. Przede wszystkim nikt nie powiedział, że sytuacja musi się rozwinąć teraz tak, jak w XVII wieku. Przede wszystkim wtedy mieliśmy do czynienia z jakąś (przynajmniej długą) tradycją życia publicznego. Elekcja vivente rege to nagłe i wyjątkowo niedyplomatyczne zerwanie tej tradycji. Teraz budujemy na gruzach, bo życie publiczne mamy zniszczone. Ja w każdym wypadku bardzo bym się cieszył gdyby ta analogia była nietrafna.
  • @Jerzy.63 12:43:03
    Jedno jest pewne. Lubomirski nie miał żadnego planu politycznego.
  • Jerzy.63
    Po owocach ich poznacie.
    Jak możesz porównywać Jarosława Kaczyńskiego do Donalda Tuska. Jak możesz porównywać polityka z harcerzykiem ?
    Jarosław Kaczyński rządził dwa lata mając takich a nie innych koalicjantów. Jeżeli uczciwie do tego podejdziesz, to wyjdzie Ci tak jak porównanie demokracji do demokracji socjalistycznej. Tusk rządzi 6 lat , bilans jego rządów jest fatalny. W przeciwieństwie do Kaczyńskiego , Tusk podporządkował sobie niemal całą władzę , łącznie z prasą niczym PZPR.
    Porównanie Donalda Tuska do Jana Kazimierza jest co najmniej nietrafne, Przypomnę , że Jan Kazimierz złożył śluby jasnogórskie, Tusk powiedział , że nie będzie klękał przed księżmi.
    Ciekawi mnie o jakie korzyści może chodzić Kaczyńskiemu , on w przeciwieństwie do Tuska nie dał się klepać po plecach ani Angeli ani Putinowi. Myślę , że dla Kaczyńskiego Polska jest celem nadrzędnym a polityka jest narzędziem do wzmacniania pozycji Polski.
  • @nikander 12:59:44
    Tak też uważa Tadeusz Korzon. I mnie się wypada z tym zgodzić.
  • @Andy 51 13:03:14
    Nieporozumienie: ja porównałem Donalda Tuska do Jana Kazimierza a Jerzego Lubomirskiego do Jarosława Kaczyńskiego. To jest wyraźnie napisane: "Zarówno Lubomirskiemu jak i Kaczyńskiemu o coś poza własna korzyścią chodziło. Tuskowi i Janowi Kazimierzowi nie chodzi o nic poza własnym wygodnym fotelem. "
  • @Jerzy.63 12:43:58
    // Po prostu nie rozumiem o co Pani chodzi.//

    Tak myślałam.
    cusz...
  • @Andy 51 13:03:14
    Ciekawa sprawa, że Kaczyński za namową biskupów Śluby Jasnogórskie powtórzył, w katedrze we Lwowie......
    i nadal głosi idee Lutra.
  • @circonstance 16:03:23
    Jakieś przykłady , linki.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY