Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
53 posty 296 komentarzy

skangurzały goj z Radomska

Jerzy.63 - Jestem głupi, głupszy ode mnie był tylko Sokrates, ten to już nic nie wiedział, frajer jeden. Jeszcze się tym chwalił, idiota! Tedy za niewinność zainkasował wyrok śmierci. Śmierć frajerom!!!

RRK a miłość, część druga

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Miłość to najpiękniejsza rzecz na świecie

RRK wróciła do centrum Krakowa, zahaczyła o krakowską siedzibę PO, wzięła stamtąd jakieś papiery i autobusem 134 pojechała do Lasu Wolskiego; wszak stęskniła się już za ukochanym, który tam na nią czekał.

  • Witaj, powiedziała nieśmiało, dotrzymałam słowa, byłam u pisowskiej wróżki, wiele zrozumiałam i chciałam ci podziękować za to, że mnie tam wysłałeś.

  • Nie ma sprawy, odparł oficjalnie Kaczyński, czy jeszcze w czymś mogę Pani pomóc.?

  • Nie, to ja zamierzam pomóc Panu.

  • A to niby w jaki sposób?

  • A w taki! - powiedziała głośno, wyciągając z damskiej torebki papiery, które wzięła z krakowskiej siedziby PO. Twoje dane osobowe znam, wybacz, wypełniłam, wystarczy podpisać.

  • Co to jest?

  • Deklaracja członkowska PO.

  • Wolałbym do NSDAP, nie ma gdzieś Pani takich papierów?

  • Nie wygłupiaj się, nie mam czasu na przekomarzanie się, tedy pozwól, że będę się streszczać. Jesteś atutem politycznym tysiąc razy bitym, zgranym i sprzedanym i bez wielkiego skandalu, czyli bez nagłego zwrotu, którego twoi przeciwnicy się nie spodziewają, nic już nie zdziałasz, wpadłeś w propagandową pułapkę. Jeżeli zapiszesz się do PO, to z Twoją wytrwałością i moim sprytem podbijemy Polskę. Na początek, dla niepoznaki zajmiemy się Schetyną i jego bandą, że to niby gramy na Ryżego, albo nie, wygryziemy Gowina, tego lalusia, bo Schetyny, to ryży się już nie boi, przecież jak Gowin urośnie, to wielu się zacznie zastanawiać: wolę Kaczora, czy Gowina, albo jeszcze inaczej... - RRK strzelała pomysłami jak z rkm.

  • Niby czemu miałbym Pani wierzyć?

  • Bo cię kocham, głuptasku, a kocham cie bo mnie potrzebujesz.

  • Po pierwsze jest pani mężatką...

  • Mój mąż mnie już do niczego nie potrzebuje, ledwo zauważy, że odeszłam...

  • ...a po drugie, może ja i jestem przegrany, ale nie samotny, mam wielu wyznawców, moherów, to raczej Tusk jest samotny i jak go w tym PO wygryzie ktoś sprytniejszy to chyba bardziej będzie potrzebował kobiecej miłości. Daje Pani temu niejednokrotnie wyraz jako blogerka

  • O, jak ty mnie nie znasz! Nigdy nie pozwoliłabym sobie na taką ilość wazeliny wobec kogoś, kogo szanuję, nie mówiąc już o miłości, Tusk to palant!

  • Ooo!

  • Tak, mój drogi, wszystko co piszę, jest pisane na zimno, to czysta propaganda. Taki mój dżob. It's nosing personal, men. W moim przypadku propaganda wygląda tak: wszystkie pisiory są głupie i niemoralne, odwraca się kota ogonem i jak np. ty wyskoczysz, że Tusk odpowie za Smoleńsk, to ja piszę, że ty bekniesz za Smoleńsk. Jak się pomylę i jakiemuś pisowcowi wytknę nieistniejącą partyjną przeszłość, to nie prostuję. Pisiorów się nie przeprasza, to podludzie. To typ propagandy stary jak świat, ale działa. I wiesz, co jest najciekawsze. Nie idzie przegrać. Im więcej głupot piszę, tym więcej pisiorów się zlatuje, by mnie obszczekać. A ja tylko na to czekam. Rośnie mi klikalność, robię się „znaną blogerką”. Lata mi to, że wszystko nielogiczne lub nieprawdziwe. Cóż z tego, że San Quentin Tarantino mnie zdemaskował .

  • To ten kolarz argentyński, co miał kłopoty z dopingiem?

  • Nie, moherku, nie kolarz, nie argentyński, nie miał kłopotów z dopingiem i w ogóle nie ten. To bloger.

  • Aha – prezes zrobił minę zaambarasowanego Shreka i z zakłopotania zaczął strzyc uszami. No, dobra, ale po co Pani pisze te wszystkie obrzydliwości?

  • Powiedzmy, że RRK bardzo nie lubi się nudzić.

  • Pozwoli Pani, że znajdę inne wytłumaczenie: Ryszard Legutko powiedział mi kiedyś, że Kraków to najlepsza na świecie imitacja miasta konserwatywnego, z murów prezentuje się bardzo nobliwie. Czemu np. wyszła Pani za mąż za Kalinowskiego?

  • Z miłości.

  • No dobra, za co go Pani kochała?

  • No wiesz, był przystojny, umuzykalniony, a już sama „Piwnica Pod Baranami” mi imponowała.

  • Ta krakowska bohema czasów PRL? Normalna bohema drwiła i rechotała z filistrów, natomiast w PRL wszystko to było kontrolowane przez system. Może w czasach stalinizmu czy Gomułki wierzono jeszcze, że Kraków będzie leżał koło Nowej Huty, ale później ten sam Kraków wciągnięto w nowy system władzy. Pozwolono kpić (w granicach normy, aluzyjnie) z istniejącego systemu, dano w ten sposób wrażenie bohemie, że jest opozycyjna, że wyraża tłumione zdanie opinii publicznej, za co była kochana i podziwiana. Ale rzeczywistość była smutna. Przeżarta kapusiami, wzajemną zawiścią bohema była tak naprawdę spacyfikowana i niezbyt odważna. Komunizm upadł i padło pytanie: z kogo by tu teraz zakpić? Z beneficjentów czasów „transformacji”? Na to brakło odwagi, łatwiejszym celem były Kaczory i mohery. Z tego klimatu wyrosła Pani blogerska twórczość. Może nieświadomie, ale pokazała Pani, z kogo należy się śmiać, a bez prawa do rechotu bohema istnieć nie może.

  • Nie zastanawiałam się nad tym tak głęboko, mądry jesteś. To co? Podpiszesz? RRK podała Kaczyńskiemu deklarację członkowską PO raz jeszcze.

  • Nie ma mowy!

  • A niech Cię wszyscy diabli!

Podarła nieszczęsną deklarację na strzępy i wsiadła w nadjeżdżający właśnie autobus 134. Pogoda się zmieniła, o ile pod Sowińcem powietrze było jeszcze dość przejrzyste, o tyle w dole rozpanoszyła się już brudna krakowska mgła. Im bliżej centrum, tym gęściejsza. Kiedyś autobus 134 kończył swój bieg na ulicy Smoleńsk, ale właśnie ze względu na owe mgły zmieniono jego trasę. Wysiadła przy hotelu „Cracovia”, przeszła na drugą stronę Alei Trzech Wieszczy i pieszo, ulicą Piłsudskiego powędrowała w stronę Starego Miasta. Po raz pierwszy poczuła się nieswojo. Do tej pory nie przeszkadzało jej, że ktoś może zauważyć, że spotyka się z Kaczyńskim. Ale ze względu na fiasko tego romansu zaczęła się tego wstydzić, bała się że ktoś może się zbyt dużo dowiedzieć. Postanowiła na jakiś czas opuścić Kraków, poszła na dworzec główny. Słońce schowało się już za krakowskie kopce, gdy doszła do kasy i spytała:

  • chcę wyjechać z Krakowa, jaka jest pierwsza stacja na północ od Miechowa?

  • O tej godzinie to już osobowego do Kielc czy Jędrzejowa nie ma, zostały się tylko ekspresy i Inter-City.

  • Może być.

  • To następną stacją za Miechowem jest Warszawa Zachodnia, bo te pociągi nigdzie indziej się nie zatrzymują.

Pomyślała sobie: Boże, jaki okropny jest ten Kraków, nie dość, że nie idzie w nim wytrzymać, to jeszcze nie ma się stąd jak wydostać! Bo przecież zaproponowana przez kasjerkę stacja docelowa to była ucieczka z deszczu pod rynnę. Ale zaraz, zaraz. Nie można wydostać się z Krakowa, ale można się przed nim schować, jest takie miejsce, Las Wolski! Poszła na postój taksówek, weszła do pierwszej wolnej taksówki:

  • Do zoo.

  • Zamykają już, odparł grzecznie taksówkarz.

  • Do zoo! Wydarła się RRK niczym księżniczka Fiona w pierwszej części Shreka.

Wkrótce dotarli. Po wyjściu z samochodu zboczyła z głównej ścieżki, by zakosztować nieco samotności na krakowskim odludziu. Robiło się już ciemno, nagle zza gałęzi dzikiego bzu koralowego wysunął się chudy wilk, którego znamy z pierwszej części miłosnych przygód RRK.

  • Co ty tu robisz?

  • Wyszedłem z zoo. Przestałem jeść, schudłem tak bardzo, że przecisnąłem się przez oczko siatki ogrodzeniowej.

  • Kłamiesz, został ci się i tak wielki łeb, nie przecisnąłbyś się. Wilk milczał, a RRK kontynuowała:

  • Przez tą twoją chudość to twoje oczy i zęby wydają się jeszcze większe. Czemu masz takie wielkie oczy?

  • Żeby cię lepiej widzieć.

  • A czemu masz takie wielkie zęby?

  • Żeby cię zjeść!

  • Daj spokój, ja nie jestem smaczna – odpowiedziała RRK, tym razem już nieco przestraszona.

  • Lepszy w wolności kęsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki.

I skoczył w kierunku jej szyi, by ją przegryźć. Kiedy jego lewy, górny kieł był w odległości 2П centymetrów od jej tętnicy szyjnej , w powietrzu rozległy się 2 strzały. Tak, to Jarosław Kaczyński uratował życie RRK, zabijając wilka z dwururki. Przewiesił ją dumnie przez ramię (z fuzji jeszcze dymiło), uśmiechnął się z ulgą, RRK skoczyła mu w objęcia:

  • Najdroższy, wiedziałam, że mnie nie zawiedziesz!

  • Och Reniu, skarbie, tak się o ciebie bałem.

Właśnie w tym momencie ciemność Lasu Wolskiego rozjaśniły flesze aparatów fotograficznych. Jakimś cudem reporterzy przemysłu pogardy całego świata wiedzieli, że w tym miejscu znajdą Jarosława Kaczyńskiego zabijającego wilka, zwierzę chronione. Komputery agencji prasowych i rządowych gotowe były do publikacji stosownych komunikatów i tak:

Władimir Putin miał wyrazić zdziwienie, że w Polsce poluje się jeszcze na wilki.

Mniej dyplomatyczny miał być Łukaszenka, który miał stwierdzić, że jest zgorszony lekceważeniem prawa przez przywódców polskiej prawicy. Miał dodać, że wskutek łowów polskich panów wilk był na Białorusi niemal wytępiony. Dopiero władza radziecka i władze niepodległej Białorusi podjęły się z troską odbudowy populacji wilka w Puszczy Nalibockiej i w czarnobylskiej zonie.

W prasie niemieckiej gotowe już były karykatury Kaczyńskiego z dymiącą dwururką i w tyrolskim, myśliwskim kapelusiku na głowie z obłudnym komentarzem: „czy polska prawica wzoruje się na Goeringu?” Przypomniano o namiętności do polowań na grubego zwierza wśród wielu dygnitarzy NSDAP.

Gazeta Wyborcza zorganizowała konferencję naukową pod patronatem Adama Wajraka: „o niezbędności istnienia populacji wilka dla ekosystemu Lasu Wolskiego”.

Prezydent Bronisław Komorowski przypomniał, że fuzji myśliwskich mogą używać tylko osoby posiadające odpowiednie zezwolenie, że to jest niebezpieczna zabawka, która może nawet zabić. Opowiedział ciekawą historię jak to kiedyś, kiedy już co prawda miał pozwolenie na broń, ale jeszcze nie umiał dobrze strzelać, celował do kuropatwy, a zabił wróbla. Bo z dwururki to trzeba umieć strzelać, miał dodać.

Tak, ciągnął Janusz Palikot, wybierając się do prokuratury. Ta oferma, Kaczyński celowała do RRK a że strzelać nie umie, zamiast RRK – przypadkowo – upolowała wilka: przestępstwo – próba zabójstwa RRK i nieumyślne zabicie chronionego gatunku ssaka, 3 lata więzienia.

Organizacje gejowskie szykowały już manifestację: „Geje z wilkami, precz z wolfofobami” i na tę okazję przygotowały sobie specjalnie długie kity.

Itd., itp.

Niestety, cały ten plan grillowania Kaczora nie wypalił. Na miejsce zdarzenia przybył premier Donald Tusk by zatriumfować nad wilkobójcą. Ale kiedy zobaczył RRK niesioną przez rozpromienionego ze szczęścia Jarosława Kaczyńskiego, który na jego widok wypalił(nie, nie z dwururki, spoko):

  • Panie premierze, melduję wykonanie zadania!

...zmienił plan i samodzielnie (sic!) przekręcił medialną wajchę:

  • W momencie, kiedy rząd dzielnie walczy z pogłębiającą się z roku na rok dziurą budżetową, media całego świata nie mają nic innego do roboty jak zajmowanie się pisowską wrzutką o prywatnym życiu Jarosława Kaczyńskiego. Proszę wybaczyć, może to jest dobry temat dla Łukasza Warzechy z bulwarowego „Faktu”, ale nie dla premiera poważnego, europejskiego kraju. Po czym opuścił Las Wolski.

Czytelnikom należy się informacja, skąd oni o tym wszyscy wiedzieli. Co bystrzejsi zapewne domyślili się już, że za wszystkim stoi Głupia Pinda z pierwszej części naszej opowieści. To ona zauważyła RRK na Placu Szczepańskim w jakimś dziwnym nastroju, to ona powiadomiła natychmiast peowską opryczninę. Od tego momentu RRK była pilnie obserwowana. Także wilk nie znalazł się w krakowskim zoo przypadkowo. To stary peowski kapuś, którego wrzucono na wybieg, by obserwował Prezesa PiS (jego wizyta w krakowskim zoo była zapowiedziana). Przodkowie wilka też mieli przeszłość konfidentów, pochodzili z północnych stoków Połoniny Wetlińskiej i często kapowali na dwa fronty. Wilk coś tam parę miesięcy skopał i za karę wrzucono go do małej klatki, gdzie głodował. Dlatego pojawił się na wybiegu taki wychudzony, dano mu ostatnią szansę.

Po zebraniu informacji, w odpowiednim momencie Głupia Pinda zadzwoniła na komórkę do powracającego Warszawy Kaczyńskiego, by ten zawrócił do Lasu Wolskiego, jeśli chce jeszcze zobaczyć RRK żywą. Dwururkę załatwiło Nadleśnictwo Kraków, wręczając mu niby jako upominek dla znanego polityka opozycji podczas jego wizyty w Lesie Wolskim. Nie zapomniano nadmienić, że to jest prawdziwa i nabita broń i że korzystania z niej wymaga i pozwolenia i doświadczenia. Wilkowi obiecano RRK jako kolację. Coś podejrzewał, ale był już tak głodny, że było mu wszystko jedno.

Nie przewidziano tylko wzajemnej miłości głównych bohaterów.

 

Małżeństwo państwa Kalinowskich Kościół unieważnił. Przyczyną miała być niedojrzałość emocjonalna RRK w momencie zawierania go.

Państwo Kaczyńscy powiedzieli sobie „tak” w kościele Najświętszego Salwatora pod kopcem Kościuszki. Ave Maria i Marsz Weselny zagrała i zaśpiewała kapela facebookowa „PiS mnie przeraża”. Świadkami uroczystości byli bloger Sowiniec i blogerka Eska. Panna młoda przyjęła nazwisko Renata Rudecka-Kaczyńska, dawniej Kalinowska.

Po czym przeprowadzili się do ofiarowanego im przez władze III RP gospodarstwa na terenie zrujnowanego PGR Jasiel , na granicy Beskidu Niskiego i Bieszczadów. Wszystko trzeba było organizować od początku, ale udało się, Szybko powstał dom i zabudowania gospodarcze. Jarosław Kaczyński nie miał prawa jazdy, więc za środek transportu służyła państwo Kaczyńskim furmanka ciągnięta przez dwa osiołki podarowane przez miejscowych.

Panią Kaczyńską widuje się czasem w pobliskich Jaśliskach, jak robi zakupy, zawsze odwiedzając aptekę, bo „mąż skarży się na korzonki”.

Kotów i psów nie mają. Rolę kotów przejęły żbiki europejskie, które nawet całkiem się ostatnio rozmnożyły. Ujrzeć je trudno, ale myszy czy szczura w gospodarstwie Kaczyńskich nie uświadczysz. Wilki zaś stały się strażnikami ich gospodarstwa. Obejścia pilnują dwie watahy. W noc wigilijną gadają ludzkim głosem. Z tym że ta ich wigilia wypada w okolicach Trzech Króli, bo wilki hołdują zasadom kalendarza juliańskiego. Watahy niezbyt się lubią, bo jedna gada na miejscu dawnej cerkwi prawosławnej a druga – unickiej. W dodatku gadają gwarą łemkowską i nie bardzo można je zrozumieć.

Roboty jest co niemiara, na zimę trzeba przygotować opał. Jarosław powoli wycina zarośla z olszy szarej, a w to miejsce wprowadza buki i jodły. Wszystko zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej.

W ich życiu jest miejsce na radość i troski, smutek, łzy i błogi odpoczynek. Ale trudno w nich zobaczyć dawnych ludzi, których zżerała wzajemna nienawiść. To miłość ich odmieniła, bo miłość to najpiękniejsza rzecz na świecie.

 

PS. Po wycofaniu się RRKdK z blogosfery jej miejsce zajęła Głupia Pinda. Loginy i hasła do jej bloga dawno były w posiadaniu peowskiej opryczniny. W nagrodę za lojalność prowadzi teraz rozkręcony blog. Robota nie jest ciężka jak to powyżej wyłożono. Nie wiadomo, kto podszywa się pod Jarosława Kaczyńskiego, ale tak, czy inaczej trzeciej części nie będzie.

 

K o n i e c

 

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY