Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
53 posty 296 komentarzy

skangurzały goj z Radomska

Jerzy.63 - Jestem głupi, głupszy ode mnie był tylko Sokrates, ten to już nic nie wiedział, frajer jeden. Jeszcze się tym chwalił, idiota! Tedy za niewinność zainkasował wyrok śmierci. Śmierć frajerom!!!

Sokół wędrowny a sprawa żydowska

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Człowiek nie może zbawić ludzkiego świata - Stefan Kisielewski

 Pan Paweł Jędrzejewski napisał jakiś czas temu znakomitąnotkę, której obszerniejszy fragment pozwolę sobie przytoczyć, by Czytelnik mógł lepiej zrozumieć moje intencje:

 

Ze swojej genezy, żydowską wartością jest wyjątkowe wywyższenie statusu człowieka i uznanie świętości każdej istoty ludzkiej.

Dlatego pierwszym przykładem ataku na żydowską wartość może być współczesne zacieranieróżnic pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Tora uznaje, że tylko człowiek uczyniony jest „według istoty [na podobieństwo] Boga” (celem Elokim), co stawia go ponad światem zwierząt. Jednocześnie to „podobieństwo” do Boga, nadaje życiu każdego człowiekanieskończoną wartość. Wyklucza to przede wszystkim - powszechne w epokach przed Torą - składanie bóstwom wywodzącym się ze świata zwierząt, świata natury - ofiar z ludzi. Judaizm – jako pierwsza z religii - bezwzględnie zakazywał składania ofiar z ludzi, a zarazem obawiał się w tym kontekście zjawiska nadmiernego zrównywania pozycji zwierzęcia i człowieka. Prorok Ozeasz (Hoszea) już prawie 3 tysiące lat temu dostrzegał, że taka ideologia „gatunkowej równości”, traktowana jak swoista fałszywa religia, prędzej czy później może prowadzić do obniżenia, a nawet zanegowania wartości życia człowieka i zwrócić się przeciw niemu.

Współczesne tendencje obalające te żydowską wartość, przywracają zjawisko składania ofiar z ludzi na ołtarzach natury.

Przykład bardzo ostentacyjny, a przemilczany w mediach: zakaz stosowania DDTjako środka owadobójczego z powodu jego wpływu na grubość skorup jaj ptaków (co np. przyczyniło się do zmniejszenia populacji orła bielika amerykańskiego). Zakaz ten przyczyniał się przez dziesięciolecia do śmierci wielu milionów – przede wszystkim dzieci afrykańskich, w efekcie zachorowań na malarię. DDT było jedyną naprawdę skuteczną metodą zwalczania moskitów. Gdy z powodów ochrony naturalnego środowiska porzucono stosowanie DDT – ludzie zaczęli znów umierać.

Dowodem na zabójcze konsekwencje tego zakazu mogą być wnikliwe statystyki z Sri Lanki. W 1946 roku na malarię zachorowały tam 3 miliony ludzi. Po zwalczaniu komarów przy pomocy DDT, liczba przypadków malarii spadła do zaledwie kilkunastu (!) rocznie. Po wprowadzeniu zakazu stosowania DDT choroba powróciła i w roku 1969 zachorowały na malarię ponad 2 miliony mieszkańców. Można więc bez wielkiej przesady powiedzieć, że miliony istnień ludzkich zostały złożone w ofierze na ołtarzu orła bielika i innych ptaków.Życie ptaków zostało ocalone kosztem życia ludzi.

 

 

Jest to cytat z tekstu religijnego żyda, ale jest to cecha wspólna także z chrześcijaństwem: to człowiek jest „koroną stworzenia” , wszelka próba „zrównania go ze zwierzętami” prowadzi do zadziwiająco niepokojących konsekwencji nie tylko w religijności czy etyce, ale także w życiu praktycznym, jest po prostu głupotą.

 

Jeszcze bardziej radykalny w swym stosunku do zwierząt był – często przywoływany jako autorytet – Józef Maria Innocenty Bocheński, który wprost stwierdził, że losem zwierząt nie należy się zbytnio przejmować, wyjąwszy sytuację znęcania się na d nimi, ale też nie ze względu na zwierzęta, ale na możliwość wypaczenia charakteru takiego okrutnika. Np. młodzi chłopcy lubią się podczas swych zabaw znęcać i popisywać okrucieństwem wobec zwierząt, co w wieku dorosłym może prowadzić do patologii. Należy też, wg Bocheńskiego dbać o zwierzęta domowe, ale też ze względu na odpowiedzialność opiekuna, a nie ze względu na nie same.

Uważam też, że Paweł Jędrzejewski pomylił się co do gatunku ptaka: powodem histerii w stosunku do DDT nie był bielik amerykański, ale sokół wędrowny, gatunek występujący prawie na całym świecie, z wyjątkiem Arktyki i Antarktydy.

Przyjrzyjmy się zatem co o sokole wedrownym i DDT pisze nasza kochana polskojęzyczna Wikipedia:

  • W opublikowanej w 1962 roku książce "Silent Spring" amerykańska biolog Rachel Carson, pracownik United States Fish and Wildlife Service, oskarżyła przedsiębiorców stosujących DDT o doprowadzenie do wyginięcia całych populacji ptaków, wskazując na związek pomiędzy jego stosowaniem a zbyt cienkimi skorupkami jaj ptaków drapieżnych. Publikacja zaowocowała masową kampanią medialną oraz postępowaniem EPA (Environmental Protection Agency), które po toczących się w latach 1970-1972 przesłuchaniach zakazało stosowania DDT w USA. Liczne badania sprawdzające wpływ DDT na środowisko wykazały, że u wielu gatunków ptaków ekspozycja na tę substancję wpływa na znaczne zmniejszenie grubości skorupki jaj. Nie został jeszcze zbadany mechanizm, który wywołuje to zjawisko, jednakże podejrzewa się, że p,p'-DDE (pochodna rozpadu DDT) inhibituje ATPazę wapnia i redukuje ilość wapnia absorbowanego z krwi podczas wytwarzania jaja. Przeprowadzono również badania, które wykazały obniżanie jakości skorupki jaja przez o,p'-DDT. Masowe stosowanie DDT spowodowało również istotny spadek liczebności (lokalnie nawet wymarcie) północnoamerykańskich sokołów wędrownych i w konsekwencji znaczne zmniejszenie różnorodności genetycznej tamtejszych populacji”

  • o sokole wędrownym: „W latach 60. był na skraju wymarcia, ale wieloletnia ochrona poskutkowała gniazdowaniem na terenie kraju. W przypadku Europy w połowie XX wieku prawie zupełnie wyginął. Głównym powodem takie stanu było powszechne stosowanie środków ochrony roślin, a zwłaszcza DTT. Toksyczne substancje gromadziły się w organizmie tego drapieżnika i powodowały jego bezpłodność.”

Rodzi się kilka pytań:

  • czy DDT powoduje uszkodzenie skorupy jaj, czy bezpłodność, a jeśli to pierwsze, to czemu pomiędzy 1945 a 1970 rokiem drastycznie zmalała liczba sokołów wędrownych (to akurat jest prawdą) a wzrosła liczba innych drapieżników, np. myszołowów.

  • Czemu zakazano stosowania DDT, pomimo że nie znaleziono mechanizmu (czyli dowodu) prowadzącego do spadku liczebności gatunku. Przecież zakaz stosowania DDT miał poważne konsekwencje, o czym Autor wspomnianej notki napisał.

  • czemu nie brano pod uwagę innych możliwych przyczyn spadku populacji sokoła wędrownego, np. takich:

Jest to (a raczej był) gatunek wybitnie mizantropijny, tzn. unikający kontaktu z człowiekiem. Nie lubi zakładać gniazd w pobliżu miejsc dużej, ludzkiej aktywności. Liczba takich miejsc po II wojnie światowej na całym świecie drastycznie zmalała. Tak samo było w Polsce z bobrem, krukiem, głuszcem i wieloma innymi gatunkami zwierząt. Niemniej, gdy gatunek jest bliski wyginięcia, następuje przełamanie w jego behawiorze i zaczyna on oswajać się z sąsiedztwem człowieka i stworzonego przezeń środowiska. Tak było w Polsce z w/w gatunkami (z wyjątkiem głuszca) a np. takie lisy widuje się w Londynie na Liverpool Street. W USA populacja sokoła wędrownego istotnie odrodziła się w dużym stopniu, mało ludzi wie jednak o tym, że są tam dwie populacje: sokoły miejskie i leśne. Populacja tych pierwszych rośnie a te drugie nadal są nieliczne. Bliski kuzyn sokoła wędrownego, pustułka, nigdy nie bał się człowieka, starych kominów, strychów i zawsze był pospolity. Czemu pustułce nie szkodziło DDT?

A jak jest w Polsce z sokołem wędrownym obecnie? Zapytajmy raz jeszcze Wikipedii:

  • W Polsce, gdzie żyje podgatunek nominatywny F.p. peregrinus, jest znów lęgowy, choć bardzo rzadki – całkowitą liczebność szacuje się na około 12-14 par (w 2008 roku). Jedna z nich regularnie gniazduje od 1998 roku na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Z gniazd na PKiN oraz na kominie MPEC we Włocławku prowadzona jest transmisja internetowa. W Polsce prowadzone są prace nad restytucją populacji nadrzewnej, jedynej nadal zagrożonej według IUCN/BirdLife International. Podobny program prowadzony jest w Niemczech, planowane są także reintrodukcje w celu odtworzenia populacji nadrzewnej w Białorusi i na Litwie. Obecnie w kraju lęgnie się kilkanaście par, częściej w górach. W Polsce gniazda sokołów widuje się często na kominach zakładów przemysłowych i wysokich budynkach większych miast nad środkową Wisłą, dolną Odrą i w górach południowej części kraju. Lokalizacje lęgowisk są utrzymywane w tajemnicy przed kłusownikami wybierającymi jaja.”

A tu jest przekłamanie. Widziałem dane z 1975 roku. Liczebność gatunku szacowano na 15 par. Postęp jak widać olbrzymi. W Polsce populacja miejska rośnie bardzo powoli a leśna jak była nieliczna, tak jest nieliczna, głównie w odizolowanych od człowieka ustępach leśnych. Wprowadzane w niektórych krajach reintrodukcje populacji leśnej (gniazdującej na drzewach) faktycznie przyniosły nieco sukcesów, zapomniano jednak dodać, że zrobili to sokolnicy, ludzie przez aktywistów ochrony przyrody wyjątkowo zwalczani, bo tresowali ptaki drapieżne jak zabijać i przynosić upolowana ofiarę. Wychodzi na to, że myśliwi są lepszymi specjalistami od ochrony przyrody, a podobno najlepszymi są skruszeni kłusownicy.

Nie twierdzę, że „dowiodłem” iż taki, a nie inny los sokoła wędrownego w ostatnich 70 latach spowodowany był przełamaniem lęku przed stworzonym przez człowieka środowiskiem, ale przedstawione przez drugą stronę „dowody” na zgubny fakt DDT na populację tego gatunku, są tyle warte ile teoria o globalnym ociepleniu spowodowanym przez CO2, wyprodukowanym przez człowieka. Ogólna tendencja jest taka, że odradzają się gatunki, które jeszcze 50 lat temu uznane były za wymierające, natomiast zmniejsza się populacja gatunków związanych z dotychczasową, tradycyjną gospodarką rolną. Wiemy już, że populacja kruka się pięknie odradza, nadal liczne są ptaki krukowate związane z miastami: gawrony, kawki. Ale niewielu wie, że szybko spada liczebność wrony siwej, która coraz rzadziej podąża za rolnikiem orzącym pole. Gatunek nie jest zagrożony, bo wytworzyła się populacja miejska. Ogólnie jednak wron jest dużo mniej niż 40 lat temu. Kto by się tam zresztą wroną przejmował. Znacznie gorzej jest z owadami zapylającymi rośliny, a to już jest problem poważny. Na początek o 90% zmalała liczebność trzmieli, bo zmalała powierzchnia upraw tych roślin, które trzmiele najchętniej odwiedzały a ponadto masowe stosowanie herbicydów spowodowało, że pośród pól niewiele jest roślin kwitnących. To jeszcze pikuś, bo za trzmielami poszły ich bliskie kuzynki – pszczoły. I to wcale nie z powodu małej ilości kwiatków. Stosowanie pestycydów (ale już nie DDT, bo tego ze względu na jego rzekomo zgubny wpływ na sokoła zakazano stosować) okazało się być dużo groźniejsze dla pszczół niż początkowo sądzono. Dzisiejsza „Rzepa” alarmuje m.in.:

 

...eksperyment przeprowadzili badacze z francuskiego Institut National de la Recherche Agronomique (INRA). Naukowcy wyposażali pszczoły w mininadajniki radiowe umożliwiające śledzenie owadów poza ulem. Część tych pszczół zetknęli z pestycydami  z grupy neonikotynoidów. Około 30 proc. pszczół, które miały kontakt z tymi pestycydami, nie było w stanie powracać do ula.”

 

Ponadto:

...w niektórych rejonach Chin pszczół nie ma już w ogóle, dlatego drzewa owocowe zapylane są tam ręcznie.”

Tak oto zapatrzeni w urojone zagrożenia (szkodliwość stosowania DDT dla sokołów), przegapiliśmy realne zagrożenie wynikające ze stosowania pestycydów, które podobno sokołom nie szkodzą. Złamaliśmy Prawo Boże, które nakazuje nam zająć się światem ludzkim, a nie zwierzęcym w pierwszym rzędzie. Jest to dopiero przedsmak tego co może nas czekać po zwycięstwie tych, którzy chcą zabić rolnictwo w tradycyjnej formie, takiej, jakie jeszcze znamy. Dzięki zignorowaniu hierarchii Stworzenia staliśmy się nie tylko gorsi, ale i głupsi...

KOMENTARZE

  • @jerzy.63
    Generalnie trudno się nie zgodzić.
    Jednak tkwi w tym pewien problem.
    Ja nie będę płakał, jeśli zginie jakiś jeden gatunek ptaka.
    Ale jeśli zaburzymy porządek w przyrodzie, to grozi śmierć ludziom.
    To się może zdarzyć, gdy przerwiemy łańcuch pokarmowy, albo zniszczymy gatunki bez których żyć nie możemy:
    http://zmianynaziemi.pl/kategoria/smierc-pszczol

    Podany przykład z DDT to przykład działania głupiego.
    Takich można mnożyć (na przykład w Polsce postanowiono walczyć z masowymi przypadkami wścieklizny u lisów - skutek: rozrost populacji i wyniszczenie zajęcy). W każdym działaniu trzeba umiaru i zachować rozsądek.
  • Pamiętam DDT. Dawali mi żebym posypywał mszyce na różach.
    Wikipedia podaje, że w krajach trzeciego świata DDT w dalszym ciągu jest używany do walki z malarią. Co do zwierząt, to Biblia mówi, że nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu. Nasz stosunek do zwierząt jest taki sam jak stosunek do chorych, starszych i niezaradnych. Społeczeństwa rozwinięte dbają o takich ludzi poprzez cały system opieki i pomocy społecznej. To samo dzieje się ze zwierzakami vide "Policja dla zwierząt w ..."
  • @Jerzy Wawro 21:04:09
    Wydaje mi się, że właśnie o czymś takim pisałem. DDT to potwornie silna trucizna. Ale zło stosowania pestycydów przyszło z innej strony. Współcześnie stosowane trucizny są często reklamowane jako mało szkodliwe dla pszczół. To jest półprawda, nie zabijają pszczół od razu, ale powodują zmiany w układzie nerwowym robotnic, tak że te są niezdolne do przynoszenia nektaru i pyłku do uli. Dlatego pszczoły giną. Na dzień dobry wyginęło 90% trzmieli, bliskich kuzynów pszczół. To powinien być sygnał ostrzegawczy.

    Miałem jednak poważniejsze intencje, dlatego - po namyśle - umieściłem notkę w dziale "RELIGIE". To właśnie wywrócenie hierarchii Stworzenia doprowadziło do sytuacji, że z powodu (urojonego!) zagrożenia dla sokoła wędrownego zapomnieliśmy o troskę o nasz ludzki świat, o tę jego część, na który mamy wpływ.
    Kolejnym, zdumiewającym skutkiem takiego neopogaństwa jest upadek autorytetu nauki: chcąc za wszelką cenę udowodnić prawdziwość zagrożeń, ludzie nauki uciekają się do kłamstwa. Tak było w przypadku DDT, tak było w przypadku mitu globalnego ocieplenia spowodowanego gospodarczą działalnością człowieka.
  • @Jerzy.63 02:13:44
    Z tym neopogaństwem, to w pełni się zgadzam.
    Mam natomiast wątpliwości, czy można zakładać takie proste powiązanie przyczynowo skutkowe.
    Co jest główną przyczyną zła?
    Odwrócenie od Boga - tak jak od wieków?
    Chciwość i głupota?
    Spisek złych ludzi?
    Kryzys cywilizacji związany ze złą hierarchią wartości?
    ....
    A być może te wszystkie hipotezy daje się sprowadzić do jednego (religijnego) mianownika. Myślę, że jeszcze dla naszych dziadków byłoby to oczywiste. Jeśli ja się nad tym zastanawiam, to chyba jest to efekt tresury, jaka się dokonała w trakcie mojej edukacji :-(.

    Coś a'propos autorytetu nauki:
    http://www.businessinsider.com/herndon-responds-to-reinhart-rogoff-2013-4

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY