Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
53 posty 296 komentarzy

skangurzały goj z Radomska

Jerzy.63 - Jestem głupi, głupszy ode mnie był tylko Sokrates, ten to już nic nie wiedział, frajer jeden. Jeszcze się tym chwalił, idiota! Tedy za niewinność zainkasował wyrok śmierci. Śmierć frajerom!!!

RRK a miłość, część I

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Miłość to najpiękniejsza rzecz na świecie.

Las Wolski w Krakowie to takie miejsce, gdzie każdy zmęczony centuś może znaleźć chwilę wytchnienia. Mimo niezbyt dużej powierzchni zapewnia on odpoczynek i poczucie odcięcia się od krakowskiej cywilizacji tak potrzebne każdemu krakowskiemu człowiekowi. Porośnięty jest naturalnym drzewostanem, głównie bukowym, co zapewnia mu bardzo unijny mikroklimat. Albowiem buk był najbardziej pospolitym drzewem Europy Zachodniej na północ od Alp. Toż to dendrologiczna Bruksela z czasów przedunijnych, no może mocno przedunijnych. Samo drzewo zachwyca swoją elegancją, gładka jasnopopielata kora, błyszczące liście, łapiące każdy promień słońca i dlatego zasłaniające kompletnie dno lasu. Bukowatość Lasu Wolskiego zwiększa się w październiku, kiedy orzechy bukowe, czyli bukiew zbiera w nim Jerzy Bukowski, znany jako bloger Sowiniec.

I kiedy taki zmęczony krakus usiądzie sobie na ławeczce w dendrologicznym Wersalu Krakowa, to przepaja go duma, że taka Warszawa leży poza naturalnym zasięgiem buka i ma wcale nieunijną dendroflorę.

Są oczywiści e w Lesie Wolskim i inne drzewa: takie jodły np. nie zakłócają wersalskiej elegancji tego miejsca, gonne, zgrabne niczym młode urodziwe panny, także pokryte jasnopopielata korą, ciemną zielenią swych igieł urozmaicają koloryt lasu. Domieszka jodły w lasach bukowych to specyfika lasów środkowej Europy, zwłaszcza Polski (z wyjątkiem poniemieckiego Pomorza). W Lesie Wolskim nie ma ich wiele, za suchy mikroklimat, za duże zanieczyszczenie powietrza. Nic to, ważniejsza jest europejskość niż polskość Lasu. Pojawiają się też zgrzyty: rosnące z rzadka dęby ze swymi grubymi konarami, pokręconymi gałęziami i spękaną korą psują elegancję kniei. Surowość ich urody to wyraźnie wschodnioeuropejsko-stalinowsko-moherowy element lasu. Na nielicznych miejscach, gdzie las uległ zniszczeniu, masowo wysiały się brzozy, krasnoarmiejcy polskiej przyrody, masowo i kolektywnie pojawiają się tam, gdzie osłabieniu ulega dojrzałość przyrody Zachodu. Świerków jest niewiele, głównie sadzone, podobnie jak modrzewie. To prezent władz miasta dla uboższych krakowian (pisowców), których nie stać na wczasy w Szczyrku lub Zakopanem. Niewiele jest też sosen, elementu wybitnie moherowego.

Za to wzdłuż alei i ścieżek posadzono nieco drzew egzotycznych, by uniknąć posądzenia o ksenofobię.

W środku owego lasu znajduje się krakowskie zoo a w nim klatka ze żbikiem europejskim, a przed tą klatką dwoje ludzi – straszy, niski mężczyzna i niebanalnej urody kobieta stoją i płaczą. Patrzą się na rysunek żbika, bo on sam schował się gdzieś w środku i wyją wniebogłosy. Wreszcie żbik wychodzi z kryjówki i woła:

  • Ej, wy tam, turysty: spokój, bo nawet wyspać się nie można!

Po czym wrócił do kryjówki, machnął lekceważąco ogonem i zniknął z pola widzenia. Mężczyzna otarł niemęskie łzy i mówi do kobiety:

  • Wie Pani, kot mi ostatnio padł a ten żbik taki podobny, jak mi się tylko przypomniało...

  • Mnie też kot padł i miałam identyczne skojarzenie!

Natychmiast padli sobie w objęcia. Ona przysłoniła jego twarz puklem swych czarnych włosów, by nie było widać jego łez; w końcu kobiecie wypada płakać, mężczyźnie – nie. Ochłonęli, czas było spojrzeć sobie w oczy, bo trzeba Ci wiedzieć drogi Czytelniku, że płaczącą parą byli Renata Rudecka-Kalinowska i Jarosław Kaczyński. Reakcję Kaczyńskiego łatwiej sobie wyobrazić, zaczął podejrzewać, że to jakiś medialno peowski spisek mający na celu skompromitowanie go, już sobie wyobrażał jutrzejsze nagłówki w prasie i zdjęcia z RRK w jego objęciach czy raczej na odwrót. Ale cóż przeżyła nasza biedna RRK! Odskoczyła jak oparzona, fuknęła z obrzydzeniem, złapała kilka głębokich oddechów i odskoczyła kilkadziesiąt metrów. Nie wiadomo kiedy znalazła się pod wybiegiem z wilkami. Jej wyraz oczu był taki, że królowie kniei natychmiast pochowali się po kątach wybiegu, z wyjątkiem jednego... Wyliniały i wychudzony basior podszedł do ogrodzenia i lampił się na nią bez przerwy.

  • Coś taki chudy, nie karmią was tu dobrze? - zagadnęła RRK.

  • Karmią, ale ja nie jem.

  • A to niby czemu?

  • Lepszy w wolności kęsek lada jaki niźli w niewoli przysmaki.

  • Ale z ciebie moher, czy przy pierwszym spotkaniu musisz od razu lecieć Mickiewiczem?

Po czym oddaliła się energicznym krokiem (dwóch moherów jak na jedno zoo to stanowczo za dużo) i skierowała się w stronę wyjścia. I tuż przed samą bramą zwolniła. Coś zakłuło ją w dołku, im bardziej oddalała się od Kaczyńskiego, tym bardziej go jej brakowało, czuła z nim jakąś duchową więź, ona wyraźnie czuła do niego miętę! Złapała głęboki oddech, zacisnęła zęby i wycedziła: tam, do kata! Jeszcze by mi tego brakowało na stare lata! Oferma polityczna, kurdupel, chłop jak zatyczka do d*py, zakłamany, dupowaty Zeus pisowskiej nienawiści, ach! Ale – zawróciła. Energicznym ruchem głowy odrzuciła włosy do tyłu, prawą ręką chwyciła delikatnie damską torebkę przewieszoną przez ramię, przygryzła wargi i znowu, energicznym, aczkolwiek niepozbawionym elegancji krokiem podeszła do prezesa PiS.

  • Musimy porozmawiać!

  • Nie mamy o czym – odparł pryncypialnie Kaczyński.

  • Nalegam, mam poważny kłopot.

  • To Pani kłopot, ja zdaje się, też będę miał jutro swoje kłopoty i mimo to nie potrzebuję Pani pomocy.

Wbiła wzrok w ziemię, ale nagle podniosła śmiało oczy i patrząc prezesowi w oczy, wypaliła:

  • Ale ja Pana kocham!

  • O, tak! Każdy z Pani wpisów na salonie24 jest erotykiem na moją cześć, to nieustające wyznanie miłosne – ironizował Prezes.

Tego było już RRK za wiele, spuściła wzrok i zaczęła bezradnie płakać.

  • Boże! Co ja teraz ze sobą zrobię?

  • Proszę się udać do pisowskiej wróżki – odparł Kaczyński.

  • Do kogo? - zaczęła się histerycznie śmiać i kontynuowała:

  • No, jeśli wy do swojej polityki używacie wróżek, to nie dziwota, że efekty są takie, a nie inne – ironizowała, ta porada zresztą wyraźnie poprawiła jej humor:

  • OK, pójdę do pisowskiej wróżki, proszę mi podać namiary i obiecać jeszcze jedno spotkanie, tu w Lesie Wolskim.

  • Nie widzę powodu. I tak spotkaliśmy się o jeden raz za dużo.

  • Pański brat nie odmówiłby zakochanej kobiecie!

Kaczyński zmieszał się nieco i choć argument był idiotyczny, niespodziewanie zgodził się, bo też, bo też nie jest prawdą, jakoby to niespodziewane wyznanie nie zrobiło wrażenia na samotnym mężczyźnie.

 

Rano RRK wybrała się do pisowskiej wróżki. Szła do przystanku tramwajowego przez Plac Szczepański, tam już od rana żłopała kawę jedna z jej niezbyt lubianych kóliżanek nazywana czasem Głupią Pindą.

  • Cześć Reniu, wszystko w porządku?

  • Problem pisowski z górnej półki!

  • Aha.

Głupia Pinda należała do kobiet za młodu atrakcyjnych, lecz szybko starzejących się. Najlepsze ata dawno miała za sobą. Miejsce krągłych i ponętnych kształtów stopniowo zajmował tłuszcz, drugi podbródek nadawał jej świnkowatego kolorytu, oczka, kiedyś duże i ładne zmalały zalane tkanką tłuszczową, nabrały wrednego choć bystrego wyglądu, a grube sadło zniekształciło figurę. Kiedyś głupia i beztroska, stała się wredna i podejrzliwa wobec coraz mniej życzliwego jej świata. Tak stała się pindą. RRK doszła do wniosku, że stanowczo nie powinna jej dziś spotkać.

Pisowska wróżka mieszkała w Krakowie na Starym Prokocimiu , przy ul. Bieżanowskiej, tam też tramwajem udała się nazajutrz RRK. Wysiadła przy skrzyżowaniu ul. Wielickiej i Prostej. Dalej poszła pieszo. Okolica wyraźnie jej (i wielu innym) się nie podobała: pstrokata mieszanka PRL-owskich bloków, willi nowobogackich i starych kolejarskich domów tworzyły eklektyczną mieszankę, tym bardziej ubogą, im bliżej torów i ulicy Bieżanowskiej. Bez trudu znalazła dom pisowskiej wróżki.

  • Czemu te mohery zawsze muszą mieszkać w takim pisowskim krajobrazie – zapytała samą siebie i sama sobie odpowiedziała:

  • Boże, co ja bredzę?

Zapukała, weszła i szybko wytłumaczyła, po co tu przyszła: oto zakochała się w mężczyźnie, którego nie ceniła, który w żaden sposób jej nie pociągał, przyszła, by pisowska wróżka pozwoliła jej zrozumieć samą siebie. Pisowska wróżka wypytała ją szczegółowo o jej sytuację osobistą, zawodową i towarzyską. Już w trakcie spowiedzi RRK zrozumiała częściowo samą siebie: że obraca się w towarzystwie, którego nie znosi, że swemu własnemu mężowi dawno już nie jest potrzebna do niczego (co nie znaczy, że coś do niego ma), że jak każda kobieta (może nie każda,ale każda delikatna) ma duże instynkty opiekuńcze, tyle że nie ma się kim opiekować, bo nikt w jej otoczeniu jej nie potrzebuje.

  • Bardzo mi pani pomogła, niektórych z tych rzeczy domyślałam się od dawna, inne dopiero teraz sobie uświadomiłam, nadal jednak nie rozumiem czemu taki wybuch uczuć do takiego, a nie innego mężczyzny.

  • Na to pytanie już sama musi pani sobie odpowiedzieć.

Zrozumiała jedno: nie może walczyć z tak silnym uczuciem, ale może je oswoić:

  • Poczekaj moherze, jeszcze będziesz mi jadł z ręki!

RRK wróciła do centrum Krakowa, zahaczyła o krakowską siedzibę PO, wzięła stamtąd jakieś papiery i autobusem 134 pojechała do Lasu Wolskiego; wszak stęskniła się już za ukochanym, który tam na nią czekał.

Ciąg dalszy (chyba) nastąpi, jak nie za tydzień, to za dwa... 

KOMENTARZE

  • @
    A co na to Gajowy Marucha, strzegący Lasku Wolskiego ? Nic !
    Poszedł do dr Wałaszewskiego z Czyrakiem. Czyrak pisze się z dużej, bo to
    pies tropiący. Panowie byli umówieni na piwo w salonie 24.
    Był to pierwszy odcinek powiesci internetowej: "Kocham panią, Pani Reniu !"
  • Ciekaw jestem...
    ...kto mię tak nie lubi, że mi daje jedynki, nie komentując...
  • @rerak 07:18:37
    Mylisz się reraku. RRK jest najzupełniej normalna
  • @cyborg 09:40:49
    Proszę poczekać na część 2-gą, może się okazać, że Las Wolski jest dobrze strzeżony a poczucie intymności złudne.
  • :-)
    Jak dla mnie to bylo super! Takie wlasnie cos w stylu "Kocham Pana, Panie Sulku jedyny" Brawo! Czekam na ciag dalszy!!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY